Trochę strachu, strasznie dużo bólu i chęci powrotu do domu. Nic o czym chciałoby się wspominać, gdyby nie te wszystkie wizyty męża i znajomych, od których o wiele szybciej dochodziłam do siebie i ze śmiechu nie mogłam wytrzymać:))) Masakra czasem była:) Dziękuję.
05 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz