05 marca 2007

Przyleciała Złota = Lały się browary

Miło zobaczyć uśmiechniętą Złotą, współlokatorkę Anuli i przyjaciółkę ze studenckich czasów, dzięki której się poznaliśmy:) Obecnie pracuje w Szkocji, więc nie często ją widzimy.
Tak więc jej wizytę w Szczecinie uczciliśmy przy nie jednym piwku w pubie Kana. Wizyta w pubie trwała do 5 rano. Było by dłużej gdyby nie natarczywe wyganianie nas przez barmanki. Chyba nie jesteśmy tam już mile widziani:)
"Jeszcze dwa proszę..."
Ja, Seba, Mati i Gwiazda Porno
Marta ze Złotą
Joasia Maniakowska powiedziała, że jesteśmy do siebie podobni. Widać to, prawda!:)
Na szczęście nikt nie ukradł naszego nowego samochodu zaparkowanego przed Kaną. W końcu Pudzian pilnował:)

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Szczecinowi gratuluję najlepszych imprez!!
Witam!
Spotkaliśmy się ponownie i nie ulega wątpliwości, że była to kolejna niezapomniana impreza przy Waszym współudziale Moi Drodzy:-) Zanim jednak napiszę coś na temat imrezki, chciałam zdementować plotki, że pozaliście się dzięki mojej skromnej osobie, gdyż połączył Was niewątpliwie egzamin z biochemii:-) Do dziś pamiętam Wasze zarwane noce nad tą wielką encyklopedią, spędzającą Wam sen z oczu. A apropos oczu (to o ile mnie pamięć nie myli) Wasze oczy wcale nie zaglądały do biochemii:-) Ale nie będę wyciągać na światło dzienne tych intymnych szczegółów, niech te wspomnienia pozostaną między nami:-) Chociaż, nie ukrywam (jak sama nazwa mówi "biochemia"), miło mi, że cała ta "chemia" z historycznego akademika Portowiec przetrwała i tworzy tak piękny "biologiczny" związek:-).
A wracając do imprezy w "Kanie", to bardzo dziękuję wszystkim za miło spędzoną noc. Bez Was jak bez ręki:-). Bawiłam się przednio i miło było znowu usłyszeć takty "Górniczo-Hutniczej Orkiestry Dętej":-) Może to i fakt, żeby na jakiś czas omijać "Kanę" z daleka (ze względu na przemęczonych barmanów i barmanki - Mateusz - Ciebie też się to tyczy:-), aczkolwiek miło było poznać wokalistkę Anię z zespołu (którego nazwy do dziś dnia nie pamiętam:-). Obdarzyła ona nas tak wielkim szacunkiem, że gdy wychodziliśmy, żegnała nas na leżąco przed drzwiami lokalu. Jednak to prawda, że fani potrafią wykończyć najbardziej wytrzymałe gwiazdy:-). A więc Moi Mili jeszcze raz dziękuję za wspólne chwile i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powtórzymy taki melanżyk:-) Póki co, zmykam za morze i do zobaczenia w lipcu, oj będzie się działo:-)
Pozdrawiam gorąco wszystkich uczestników imprezki w "Kanie"!
Wasza - na zawsze - Złota:-)