16-tego lutego polecieliśmy do Anglii. Start i lądowanie samolotu to jak walka z siłami natury, zmaganie z siłą grawitacji, zwycięstwo prędkości, przyspieszenia, pędu... Super uczucie! A jakie widoki!
Zostaliśmy pięknie ugoszczeni przez Asię, Michała i Mariankę (
patrz: Pysiaki) w ich domku w Great Paxton. Uwaga! Zdjęcie poniżej nie przedstawia bynajmniej wspomnianego mieszkania Maniakowskich!!! To 200-letnie ruiny Houghton House koło Bedford, gdzie wybraliśmy się na drugi dzień po przyjeździe. Pogoda była iście wiosenna.
Narawdę trudno nie zakochać się w Mariance...
Wieczorkami przy piwku grywalismy w te no, yyy... takie te kwadraciki, yyy...
scrabble:) Pojedynek Anglia - Polska zakończył się remisem.
W sobotę 24 lutego silna grupa polskich tłiczerów wybrała się na ptaki do Norfolk.
Był Piecu (angielski pogromca cierników), "Zięciki" (Małgosia i Piotrek z Basią), Pysiaki z Marianką, no i my.

Przy klifach pod Hunstanton każdy znalazł coś dla siebie...

... Nulka zbierała muszelki...

...Michu sprawdzał możliwości nowego obiektywu...

...wszyscy podziwiali śmigające nad głową fulmary.

czapla nadobna

gęś krótkodzioba, jak najbardziej dzika:)

Trzej Muszkieterowie. Ostatniego dnia wybraliśmy się na typowy angielski rezerwat.

Tak zakończyła się nasza wizyta w Anglii. Gorąco dziękujemy Joasi i Michałowi za wspaniałą gościnę. Bardzo było miło spotkać się również z Anią, Krzyśkiem i małym Joszkiem w naszym starym Peterborough.
1 komentarz:
No, w koncu aktualizacja! gratulujemy i zyczymy wiekszej aktywnosci na blogu.
Jakby ktos chcial zerknac jak powstala slynna malinka na czole Czolga, to zapraszamy na www.pysiaki.blogspot.com
Prześlij komentarz