24 marca 2008

Wielkanoc 2008

Dzięki gościnności Asi i Michała Maniakowskich Święta Wielkanocne spędziliśmy w południowej Walii. Oczywiście nie ma nic za darmo-Michał został ojcem chrzestnym Martusi:)
"Michały" mieszkają w górach podobnych do naszych Bieszczad, które tak kochamy. Dlatego więc nasze szczęście było ogromne, gdy okazało się że jest możliwość zdobycia kilku szczytów:) Dziecko przyklejone do Michała to nasz poczciwy "Marian" Marianka:)
Wspaniałe miejsce na to, by rzucić się w przepaść... Z resztą, jak powiedział Michał Maniakowski (jeśli dobrze zapamiętaliśmy), jeden ze szczytów tych gór ma tak niespodziewany uskok a za nim przepaść, że zdarza się kilka razy w roku, że turyści przypadkowo spadają np. przez zwykłą nieuwagę lub popchnięci podmuchem wiatru, a sami wiemy że wiać tam może naprawdę nieźle.
A oto i "Joszki" nasi znajomi z Peterborough. Pamiętamy te fajne czasy kiedy Michał opiekował się kilka razy małym Joszkiem:) Teraz Joszko już ma 2,5 roczku, a rodzina powiększyła się o jednego niesamowitego aniołka - Miłoszka, który schował się za kurtką mamy.
W tle ośnieżony szczyt góry Pen-y-fan, który mieliśmy przyjemność zdobyć. "Maniaki" i "Joszki" mimo szczerych chęci niestety nie podołali...
Nasza podróż oczywiście nie mogła się obyć bez wyjazdu na ptaki. Poniżej wszędobylskie na wyspach bernikle kanadyjskie na tle pięknego kościółka.
Marianka i Joszko na ptakach...:) fot. M. Maniakowski
Podsumowując: byli znajomi, ciepło rodzinne, bawienie dzieci, gra w piłkę na ogródku, były góry, lekka wspinaczka, pogoda - najróżniejsza, a każda z nich miała swój urok, skrobanie jajek (różnego rodzaju-w przypadku mojego Michała), święconka, modlitwa i duuużo jedzenia i winka. Za wszystko ślicznie dziękujemy! Było rewelacyjnie:) Ale postanowiliśmy, że z potomstwem póki co nie będziemy się spieszyć;)

Brak komentarzy: